Jakie błędy popełnia początkujący przedsiębiorca? Na podstawie obserwacji własnych!

Nie wiem czy już kiedyś wspominałam Wam o tym, od jakiego czasu jestem właścicielem działalności gospodarczej? Jeśli się powtarzam to możecie mnie zbluzgać w komentarzach, sorry, ale najnormalniej w świecie nie pamiętam. Otóż swoją firmę założyłam raptem dwa lata temu. Dla jednych może to być stosunkowo dawno, dla innych oznaczać całkiem świeżą działalność. Nieważne jak byście nie myśleli Wy oraz ja sama – jedno jest pewne, w tym 24 miesięcznych odstępie czasowym zdążyłam już popełnić wiele błędów w zakresie prowadzenia firmy.

Większość z nich wynikała z mojej niewiedzy. Druga połowa z normalnej, ludzkiej głupoty. Trzecia z braku czasu i namnażających się obowiązków.
Oczywiście wiele z nich mogłabym uniknąć, gdybym w porę zorientowała się, że je popełniam. Tak czy inaczej niestety obecnie królują na mojej liście niepowodzeń i niestety prawdopodobnie już tam zostaną. Część z nich oczywiście postaram się jeszcze naprawić, nie wszystkie jednak się da.

Dlaczego młodzi przedsiębiorcy popełniają tak wiele błędów?

Nie lubię nigdy uogólniać. Po przecież młody, nie zawsze musi od razu oznaczać głupi. Wielu moich kolegów i koleżanek radzi sobie całkiem dobrze. Zakładają firmy świadomie, mając dokładnie wyrysowany biznesplan, spisaną grupę docelową do której będą kierować swoją ofertę. Ja zaczynałam nieco inaczej i to już był podstawowy błąd, który eliminuje mnie z otrzymania ikonki świadomego przedsiębiorcy.

Nie wiem dlaczego i po co?

Niestety, swoją przygodę z firmą rozpoczęłam bo… musiałam. Przychodząc na nowe stanowisko pracy otrzymałam informację – albo umowa o dzieło albo własna działalność. Wszyscy, jak mantrę powtarzali mi, załóż firmę – będziesz ubezpieczona. Ja, z mało sprecyzowanymi planami zrobiłam grzecznie to, co mówią mi starsi i mądrzejsi. Dzisiaj wiem, że to był dobry krok, ale pod jednym warunkiem, gdybym już na początku wiedziała czego chcę.

Na początku moja firma wyglądała trochę śmiesznie. Zrobiłam wszystko to, co znowu kazali mi starsi, głównie dlatego, że nic nie rozumiałam. Moim błędem była niestety zbyt mała dociekliwość. Chcąc mieć to po prostu z głowy, robiłam wszystko bardzo mechanicznie, bez przemyśleń. Od okienka do okienka. Moja firma otrzymała zatem trochę bezpłciową nazwę i miałkiego właściciela, któremu wszystko jest obojętne.

Tak niestety mijały kolejne miesiące. Wystawiałam jedną fakturę, nie odnotowywałam kosztów – płaciłam, tyle. A co się działo obok mnie? ZUS preferencyjny umykał mi jakby przez palce.

Gdybym mogła, pierwsze miesiące prowadzenia firmy wyrzuciłabym z pamięci ZUS i US!

Niestety to jest niemożliwe. I można powiedzieć, że przez swoją ludzką głupotę trochę straciłam. Przede wszystkim zbyt późno zaczęłam rozumieć czym są koszty firmowe, że są niezwykle ważne i płacenie podatku dochodowego nie wesprze mojego domowego budżetu. Po drugie zapomniałam, że stawki ZUS-u preferencyjnego mam tylko raz w życiu i już nigdy do mnie nie wrócą. Zamiast zatem przebywać bez sensu na działalności jedno-fakturowej, trzeba było najpierw przemęczyć się kilka miesięcy na umowie o dzieło. Zebrać trochę klientów, pomyśleć, przemyśleć, zaplanować. Dopiero później wkroczyć do Urzędu Miasta i pomyśleć o firmie.

Teraz mam za sobą dwa lata bycia właścicielem firmy i wiecie co? Myślę, że świadomym wystawcą faktur stałam się może po roku. Szkoda trochę tego zmarnowanego czasu. Jeśli zatem kiedykolwiek i Wy będziecie w podobnej sytuacji do mnie, pomyślcie zanim ktoś nada Wam NIP. Taka rada, od dobrej ciotki, która już za dwa miesiące przechodzi na duży ZUS i ma z tego powodu duży problem:P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *